MUZYCZNY PROJEKT
Ludzie muzyki; łączcie się i dzielcie swoją muzyczną pasją, zainteresowaniami oraz umiejętnościami! Tak, w największym skrócie, opisać można ideę projektu Crossover, przygotowanego przez organizację Beat This z siedzibą w Peterborough. Ta inicjatywa ma na celu zapewnienie bezpłatnego szkolenia muzycznego, a w jego ramach – umożliwienie dzielenia się i nauki nowych zdolności muzycznych. Szkolenie odbędzie się w nieformalnej grupie, prowadzonej przez doświadczonych muzyków oraz osoby zajmujące się muzyką w sposób profesjonalny. To właśnie ci nauczyciele zachęcą uczestników do odkrycia swojej smykałki muzycznej i wypróbowania jej w takich dziedzinach, jak m.in. produkcja muzyczna, praca w zespole muzycznym czy nawet beatboxing.
PAMIETNIK ZNALEZIONY W PLECAKU V
Jestem zmęczona bo cały tydzień pracowałam od rana do wieczora a jutro też musze iść do pracy. Mam tylko jeden dzień aby odpocząć i zrelaksować się po tygodniu harowania od rana do wieczora. Aż nie wiem co mam z tym jednym dniem zrobić. Szkoda mi go przeznaczyć na spanie, więc rano wstałam wypiłam mocną kawę z mlekiem a na śniadanie zjadłam lidlowskie parówki tradycyjnie i gumowy angielski chleb. Doprowadziłam się do stanu użytkowania tzn. założyłam szpilki i normalne ubrania bo jak cały tydzień robi się na fabryce w dresach to jak nadchodzi wolne to nie wiadomo co na siebie włożyć. Szafa pełna ubrań a nie ma kiedy ich zakładać.NA TURYSTYCZNYM SZLAKU
Miało być pięknie… materiał zmontowany już dawno, a tu pech chciał, że komputer odmówił posłuszeństwa i wszystko wcięło. Napisać to samo na nowo - bez sensu. Zacznę od nowa.
Po pierwszym moim artykule odezwało się do mnie kilka osób pisząc, że to dobry pomysł i fajnie wyszło. Ale mój przyjaciel z Polski zimnym spojrzeniem stwierdził że chyba się starzeję i materiał był nudny i statystyczny, że albo wypadłem z wprawy pisania albo robiłem materiał na odwal się.
Hmm pojechał po ambicji... po to się ma przyjaciół. Wielkie dzięki Tomku. Miał rację materiał był statystyczny – jedź tu, zobacz to i koniec, zero klimatu i jakiejś tajemnicy. Tylko jak opisać tajemniczo miejsca, które są tak przygotowane dla turysty, że nie ma prawie do czego się przyczepić, gotowy podany do ręki produkt turystyczny. A przecież o to nam dziś chodzi, aby po pracy w wolny dzień szybko, bez zbędnych planów wyprawowych, wziąć gazetę w łapę i jechać na zasłużony odpoczynek. Nawet niech to będą dwie godziny poza miastem z rodzinką czy przyjaciółmi. Na pewno lepsze to niż te same dwie godziny spędzone przed telewizorem.
PAMIETNIK ZNALEZIONY W PLECAKU IV
Miałam dzisiaj trochę wolnego czasu i postanowiłam odwiedzić swoją koleżankę, która mnie już tak długo zapraszała do siebie na kawę. Nigdy nie miałam czasu bo ona mieszka na drugim końcu Petereborough. Tym razem w domu miałam wszystko zrobione więc nie było sensu siedzieć w czterech ścianach tym bardziej, że na zewnątrz ładna pogoda, a troje moich lokatorów wzięło urlop i pojechało na Ibizę. Tutaj jest o tyle dobrze, że jak się pracuje to można sobie pozwolić na taki wypad z przyjaciółmi. A takie wycieczki czasem wychodzą nas taniej niż wyjazd do Polski. A wspomnienia z podróży pozostają bezcenne. Po ciężkich miesiącach pracy należą się nam jakieś przyjemności od życia, a nie tylko praca dom, paca dom i ciągła monotonia, aż człowieka zaczyna wszystko nudzić.
PAMIĘTNIK ZNALEZIONY W PLECAKU III
Dostałam dziś telefon od znajomej. Jej głos był lekko zachwiany więc spytałam się co się stało, a ta mi odpowiedziała, że dostała chyba jakiegoś uczulenia. Dokładnie nie wie co to jest. Powiedziała mi tylko, że są to czerwone plamy i strasznie swędzą. Od razu pomyślałam o jednym ale nie powiedziałam jej nic. Tylko poprosiłam, żeby przyszła do mnie jak najszybciej to zobaczę co da się zrobić i może będę umiała jej pomóc. Kiedy przyszła już do mnie i pokazała mi czerwone plamy na brzuchu i plecach nie miałam już żadnych wątpliwości. Były to ślady kąszenia przez te okropne pluskwy. Wiem coś na ten temat bo sama przez to przeszłam.Jakiś czas temu mieszkałam na pewniej dzielnicy. Nie była to przyjemna okolica wręcz przeciwnie. Wszystko było w porządku ale po kilku tygodniach mieszkania tam zaczęły wychodzić mi plamy na ciele, które strasznie swędziały. W domu mieszkało nas sześć osób a tylko ja i moja koleżanka miałyśmy te okropne plamy. Nie wiedziałam co to jest. Smarowałam różnymi maściami myśląc, że to jakieś uczulenie.
PAMIĘTNIK ZNALEZIONY W PLECAKU II
Odwiedzili mnie dzisiaj dobrzy znajomi. Usiedliśmy tradycyjnie w kuchni bo to było nasze ulubione miejsce na pogaduchy. Mieliśmy ładny, duży i wygodny salon ale bardziej sprzyjał nam klimat kuchni tym bardziej, że wszyscy palą a tam zawsze były otwarte drzwi tarasowe. Wszyscy trzymali się mocno zasady "w salonie się nie pali". Tam jedynie oglądaliśmy polską telewizję. Bo teraz jak nam wszystkim wiadomo o naszą telewizję nie jest trudno. W Peterborough mamy speców od anten satelitarnych, którzy zajmują się instalacją naszych programów. Wystarczy jeden telefon i już jadą i raz dwa założą to co trzeba i możemy oglądać już ulubione polskie seriale. Dobrze, że są tacy ludzie bo dzięki nim mamy wygodniejszy i szybszy dostęp do naszej telewizji. Nawet jak się nam zepsuje dekoder to nasi fachowcy sobie poradzą.
PAMIĘTNIK ZNALEZIONY W PLECAKU I
Nareszcie w domu. Cały dzień spędziłam z koleżanką w parku w centrum Peterborough. Opowiadałyśmy sobie o tym, jak to było kiedy pierwszy raz przyjechałyśmy do Anglii. Nie zapomnę tego, jak pakowałam walizki w domu w Polsce i wyobrażałam sobie jak to będzie wszystko wyglądać. Kiedy nadszedł dzień wyjazdu byłam lekko podenerwowana. Pożegnałam się z rodziną i razem z chłopakiem wsiedliśmy do samolotu. Nie mogłam się doczekać, kiedy będziemy na miejscu. Miałam dopiero 19 lat i wszystkiego byłam ciekawa. Gdy wylądowaliśmy na Stansted już byłam uradowana. Na lotnisku czekał na nas kolega, który zawiózł nas do Peterborough.
Minął weekend i trzeba było udać się do agencji w poszukiwaniu pracy. I tu było już ciężej, ponieważ to był luty. Martwy sezon. Chodziłam od agencji do agencji a tam juz na szybie czasem pisało nie rejestrujemy. Po tygodniu szukania już miałam coraz gorszy humor. W następny poniedziałek udałam sie znów na poszukiwania i udało się. Najpierw dostałam prace w agencji (powiedzmy, że jednej z tych gorszych) na sałatki do Corby. Nawet się ucieszyłam ale okazało się, że w tym samym dniu dostałam się do agencji, która była troszkę lepsza i sałatki zostawiłam a poszłam do pracy na owoce do Spaldingu. Pamiętam, że nie mogłam spać tamtej nocy, a gdy rano wstałam o 5 przygotowałam się i poszłam na autobus w wyznaczonym miejscu. Gdy weszłam do środka złapałam się za głowę tyle było tam ludzi a do tego większość Litwinów.
Było jedno wolne miejsce więc usiadłam obok jakiegoś faceta. Okazał się nawet bardzo sympatyczny ale nie mogłam go za bardzo zrozumieć -był to Słowak. Mówił mi, że nie mam się czym martwić a praca nie jest taka zła. Po przybyciu na miejsce dostałam siatkę do włosów, czapeczkę z daszkiem i zielony płaszcz. Wszystko było by ok ale płaszcz był w rozmiarze XL a ja jestem mała i mam S. Więc rękawy podwinęłam a reszta mi sie pelętała między nogami. Gdy już znalazłam sie na hali produkcyjnej nie było nawet tak źle, kazano mi przebierać owoce i wkładać do pojemników. To było jeszcze w miarę ale gdy dostaliśmy owoce całe spleśniałe to myślałam, że zostaną one wyrzucone a okazało się, że dostałam ścierkę nasączoną płynem i musiałam czyścić te owoce z pleśni. Kiedy zapytałam się ludzi czy tak można to odpowiedzieli mi, że tu można wszystko. Byłam w lekkim szoku.
Cały dzień uśmiechałam się i rozmawiałam z ludźmi. Cieszyłam się, że mam prace. Pewien facet powiedział mi, że miło mu gdy widzi kogoś tak uśmiechniętego jak ja ale twierdzi, że za nie długo mój uśmiech zniknie, kiedy poznam dokładnie tą prace i ludzi. Po 10 godz. pracy wszyscy biegną do wyjścia wypisać się, zrzucając czapki i płaszcze i biegną do autobusu. A tam czekał kierowca, którego trzeba było się jeszcze pytać czy na drugi dzień przychodzi się do pracy. Kiedy znalazłam sie już w domu byłam padnięta i zmarznięta bo za cienko się ubrałam. I tak zaczęła się moja pierwsza przygoda z pracą w Peterborough. Tamtej nocy myślałam nad słowami, że jeszcze trochę a mój uśmiech zniknie. Te słowa okazały się prawdą bo nie wiedziałam jeszcze, jaki los mnie czeka i, że nie wszyscy Polacy to kochająca się rodzina.
LENA
cdn...
NA TURYSTYCZNYM SZLAKU
Zima się skończyła! Czas wyjść z domu i zobaczyć coś więcej. Pogoda zaczyna sprzyjać spacerom i dalszym wędrówkom. Ale co tu zobaczyć? Znowu do centrum pod katedrę? Czy nad rzeczkę do Embankment? Chyba nie tym razem. Ruszmy się gdzie indziej. Przyjąłem sobie założenie, że nie będę opisywał atrakcji samego Peterborough, może nie od razu. W dzisiejszym spotkaniu (w prawdzie pierwszym, może nie ostatnim) zaprezentuję kilka interesujących miejsc do odwiedzenia w najbliższej okolicy Peterborough.
Ciekawe miejsce znajduje się ok. 13 mil od Peterborough, tuż za miejscowością Oundle. Jest to Barnwell Country Park (Barnwell Road, Oundle, Peterborough, PE8 5PB). Doskonałe miejsce dla najmłodszych; trzy jeziorka, rzeka, w parku znajdziemy plac zabaw dla dzieci, doskonale przygotowane ścieżki nawet dla matek z wózkami. Jest bezpiecznie i równo. Przygotowane są miejsca dla fotografujących czy obserwujących dzikie ptaki. Wybudowano drewniane budki, z których można sfotografować np. zimorodka!
Jest tu kilka miejsc na piknik (stoliki, ławeczki), ogród z dzikimi ptakami, miejsca do wędkowania (również dla inwalidów). Poruszać się po parku możemy zgodnie z wyznaczonymi szlakami. Szlak żółty o długości 0,4 km - czas potrzebny do przejścia to 15 min. Kolejny to czerwony, gdzie potrzebujemy ok. 30 min i ostatni najtrudniejszy 45-minutowy - czarny (z wózkiem dla dzieci byłby kłopot). W każdą drugą środę miesiąca w godzinach 10.00-11.30 organizowane są dla najmłodszych spotkania z przyrodą. Koszt £1.5 od dziecka















